Wiecie, kiedy zrozumiałam, że nie muszę? Kiedy przestałam udawać, że lubię te nudne spotkania, gdzie jedynym ekscytującym momentem jest wciśnięcie „Wyłącz kamerkę”. Zaczęłam też ignorować rady dietetyczne koleżanki z pracy, która musi jeść tylko sałatki. Zamiast tego w piątek zamówiłam pizzę na lunch. I wiecie co? Nie dość, że nikt mnie nie wyrzucił, to jeszcze szef poprosił kawałek. Tak, świat bez musisz jest o wiele smaczniejszy!
